Tarejwo Maksymilian (1834-1864)

Urodzony dn. 16.08.1834 w Prenach, pow. Mariampol, gub. augustowska
Zmarł dn. 09.07.1864 w Koninie
żył lat: 30
 
profesja:
 
zakonnik
 
osiągnięcia / pełnione funkcje:
 
kapelan powstania styczniowego oraz naczelnikiem organizacji ludowej w powiecie konińskim
 
historia życia:
 
Józef, bo tak brzmiało imię nadane mu na chrzcie urodził się w niewielkiej miejscowości Preny, jako syn Antoniego i Elżbiety Markiewicz, stanu szlacheckiego. Dzieciństwo zakonnika nie jest niestety uwiecznione, dlatego też wiadomości o początkach jego edukacji ograniczają się jedynie do spekulacji. Przypuszczeń o niezamożnej rodzinie, z której pochodził, oraz o wyprawie do gimnazjum, aby tam wkraczając w niemal dorosłe życie pobierać dalsze nauki. Celem podróży nastoletniego Tarejwy były Suwałki (znacznie większe od rodzinnego miasta), w których ukończył trzecią klasę. Już na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych znacznie nadwerężony edukacją syna domowy budżet państwa Tarejwów nie wytrzymał podwyżki cen, spowodowanej zarazą ziemniaczaną, i młody, niedoszły absolwent gimnazjum zmuszony był przerwać naukę. Przez cztery lata pracował w handlu korzennym w Warszawie, a przez następne cztery lata pracował na stacji pocztowej w Prenach.

Do kapucynów prowincji polskiej wstąpił 9 VI 1854 w Lubartowie, w klasztorze przy parafii Św. Wawrzyńca, przyjmując jako zakonnik imię Maximus, które z czasem zostało zmienione przez mieszkańców Konina na Maksymilian. Gwardianem był wówczas o. Zefiryn Świstakowski, a mistrzem nowicjatu o. Albin Konwerski. Po ukończeniu nowicjatu złożył śluby proste, a potem uroczyste. W 1854 uczył się gramatyki u o. Fidelisa Paszkowskiego, 1855 u o. Melitona Wernera, 1856 wraz z lektorem udał się do Lublina na studium teologii i filozofii. Święcenia kapłańskie otrzymał 1860 w Warszawie. Doświadczenia życiowe zdobyte podczas dziesięcioletniej pracy zawodowej przydały się w krótkim życiu o. Maksa. Umiał bowiem nawiązać szybko kontakt z każdym napotkanym człowiekiem. Ta cecha jego bogatej osobowości rozwinęła się jeszcze bardziej w czasie manifestacji przedpowstaniowych. Podobno ciągle pracował słowem i czynem nad rozszerzeniem organizacji narodowej, której był najczynniejszym i bardzo zdolnym członkiem. Poza amboną posługiwał także uwięzionym patriotom w Cytadeli warszawskiej i modlińskiej. Za jego staraniem wielu więźniów zwolniono, innym złagodzono wymiar kary. Służył także za łącznika między więźniami a ich rodzinami. Znany w całej Warszawie, interweniował na Zamku i u władz rosyjskich w interesie więźniów.

Dnia 12 VII 1862 został przeniesiony do Lądu, ponieważ wykryto, że jednemu z więźniów dostarczył gazety zagraniczne w celu obrony przed zarzutami Komisji Śledczej. Na nowym terenie nie zaprzestał działalności patriotycznej, a nawet pozyskał dla idei powstańczej późniejszego, legendarnego niemal dowódcę jednego z oddziałów powstańczych na Żmudzi, a mianowicie ks. proboszcza Antoniego Mackiewicza, którego poznał 1862 w klasztorze na Jasnej Górze. Zyskał sobie także sławę patriotycznymi kazaniami. Ląd leżał w sąsiedztwie granicy z Księstwem Poznańskim, dlatego w miasteczku zatrzymywali się kurierzy, łącznicy i powstańcy. W okolicy obozowali powstańcy. Przez Ląd przechodziły też oddziały wojsk rosyjskich, które dokonywały rewizji. Dochodziło nieraz do potyczek, w których O.Tarejwo jako kapelan powstańców, szedł ramię w ramię z walczącymi, uzbrojony jedynie w krzyż.

O. Maks brał czynny udział jako kapelan w oddziale Kazimierza Mielęckiego, a potem w pierwszej kampanii gen. Edmunda Taczanowskiego, naczelnika sił zbrojnych województwa kaliskiego i mazowieckiego. Trwała ona od 14 1V do 8 V 1863. Kapelan, zwany ks. Maksem, Dębem albo Piorunkiem, pełnił w obozie obowiązki duszpasterskie. Taczanowski w liście do żony 4 maja pisał: “Dzisiaj rano była msza w obozie, którą ks. Maks odprawił. Powstańcy stoczyli dwie większe bitwy. 29 IV odnieśli wielki sukces pod Pyzdrami, a 8 V pod Ignacewem ponieśli klęskę. O. Maks został wtedy raniony odłamkiem granatu w głowę. Po pierwszym rozbiciu oddziału Taczanowskiego o. Maks schronił się w zaborze pruskim i w Śremie przygotowywał się na śmierć, a potem powrócił do Lądu. Józef Oksiński, dowódca powstania na ziemi łódzkiej, mianował o. Maksa naczelnikiem organizacji ludowej w powiecie konińskim. Organizacja stworzona przez o. Maksa jako Bractwo Różańcowe przerzuciła w ciągu czterech tygodni osiemset karabinów belgijskich do oddziałów powstańczych O. Maks ukrywał się w klasztorze w Lądzie prawie rok.”. Do Lądu powrócił, oczywiście nielegalnie, dopiero po wyleczeniu poważnych Obrażeń głowy i od razu rozpoczął odbudowę utraconej podczas walk pod Kołem i Ignacewem – działalności powstańczej. Realizacja misji Tarejwy, czyli stworzenia organizacji ludowej mogącej walczyć o sprawę polską, przebiegała niewiarygodnie sprawnie – w bardzo krótkim czasie zgromadzono kilka tysięcy głównie chłopów. Na przełomie lat 1864/65 prowadzono nieustanne poszukiwania słynnego zakonnika, w klasztorze w Lądzie przeprowadzono szereg bezowocnych rewizji, które miały zgromadzić dowody pobytu Tarejwy na terenie parafii. Tylko od 9 marca do 5 kwietnia przeprowadzono aż 24 bezskuteczne rewizje w klasztorze. W nocy z 15 na 16 czerwca wojsko rosyjskie otoczyło klasztor. Bez trudu znaleziono kapelana w jego skrytce. Aresztował go naczelnik wojenny w Słupcy, niejaki Wiskoski, rzekomo Polak, o godz. 5.00 rano (Ojczyzna 1864 nr 57 s. 2).

Pojmanego zakuto w kajdany, przy biciu w bębny, oprowadzano po mieście, a następnie wrzucono na wóz do wożenia kamieni i przewieziono do więzienia w Koninie (prawdopodobnie na ul. Wodnej). Po drodze mijał kolumny parafian, którzy stojąc wzdłuż całej niemal drogi przejazdu ojca Maksymiliana i próbując nawet odbić wiezionego do niewoli zakonnika, chcieli pożegnać swojego Księdza. Sąd polowy skazał go na karę śmierci przez powieszenie. Wyrok swój umotywował następująco:

“Kapucyn Maks Tarejwa, człowiek nader burzliwego i fanatycznego charakteru, jeden z pierwszych zalecał bunt z kazalnicy, i co straszniejszym jest do powiedzenia, niejedno powieszenie nastąpiło z jego rozkazu, kiedy nie słuchano jego podżegawczych poleceń, jak to miało miejsce mianowicie przed potyczką pod Ignacewem, względem wielu niemieckich kolonistów, których kazał powiesić. Ten niegodny ksiądz zawsze jechał konno na czele bandy Taczanowskiego, z krzyżem w ręku, który świętokradzko zamieniał na godło powstania; w jednej z potyczek został raniony w głowę odłamkiem granatu.

Po rozproszeniu wspomnianej bandy zakonnik Maks zniknął i przez długi czas o nim nie było słychać Mówiono, że jest za granicą, ale wkrótce rozeszła się pogłoska, iż ukrywa się w klasztorze w Lądzie. Kilkakrotne dopełniane rewizje pozostały bezskuteczne. Zakonnicy jednogłośnie zaręczali, że nie widzieli Maksa od czasu jego ucieczki z klasztoru, a gwardian złożył nawet deklarację własnoręczną na piśmie, świadczącą, że w pierwszych czasach powstania udał się za granicę.
W skutek stanowczych wiadomości dowodzących całego fałszu tej deklaracji oficer w towarzystwie 30 żołnierzy otoczył klasztor w Lądzie w nocy z 15(27) na 16(28) czerwca i przystąpił do najskrupulatniejszej rewizji. Przybywszy do zakrystii, kazał otworzyć wielką szafę sięgającą aż do sufitu. W górze tej szafy tajemne przejście prowadziło do rodzaju celi, mającej sążeń kwadratowy i sięgającej aż pod dach. Tam to ukrywał się Maks, ilekroć wojska schodziły do klasztoru. Został on ujęty. Znaleziono przy nim w jego celi zbiór pieśni rewolucyjnych, łańcuszki z różnymi godłami wolnomularskimi, świstawkę hasłową, jaką miał, będąc w bandzie, i burkę obszytą sznurkami.
Przy pierwszym przesłuchaniu zeznał, że w istocie od czasu rozproszenia bandy Taczanowskiego ukrywał się w klasztorze i że pozwalano mu odprawiać tam Mszę, co dowodzi dostatecznie, że o jego obecności w klasztorze nie mógł nie wiedzieć żaden z zakonników.”

Egzekucja odbyła się na błoniach konińskich nad Wartą 19 VII 1864. O. Adrian Łopatkiewicz, reformat, dysponował skazańca na śmierć i towarzyszył mu w ostatniej chwili życia. Orkiestra zagrała “Boże caria chrani...”. O. Maks ucałował brewiarz i rzucił go do grobu. Z różańcem w dłoni zawołał: “Niech żyje Polska!” i “In te Domine speravi, non confundar in aeternum.” Na wpół żywy spadł do grobu. Koloniści niemieccy wraz z żołnierzami rosyjskimi lżyli pamięć bohatera. Miejsce zbrodni stratowano końmi i przez cały tydzień warta wojskowa pilnowała grobu. W czasie egzekucji na polecenie proboszcza Boguckiego i gwardiana reformatów rozdzwoniły się dzwony kościołów w Koninie. Obydwaj duchowni zostali aresztowani. Następnego dnia odprawiono żałobną Mszę św. w intencji męczennika narodowego. Mieszczanie konińscy pod osłoną nocy wykopali szczątki o. Maksa i złożyli na cmentarzu parafialnym pod wielkim krzyżem z cierniową koroną. O. Emilianowi Ołtarzewskiemu, gwardianowi w Lądzie, zarzucano że to on zdradził o. Maksa. Lecz oskarżenie to jest pozbawione sensu, jak to zresztą wynika z urzędowego aktu oskarżenia. Podobno kryjówkę o. Maksa zdradził zakrystian Wawrzyniec Śmigielski, przekupiony przez Żyda Pinkusa, który w nagrodę otrzymał od Moskali 1000 rubli. Sam o. Maksym w korespondencji do czasopisma Ojczyzna (1864 nr 28 s. 2) informował o przybyciu do Konina szpiega Pinkusa vel Pinkoskiego. Szpieg ten przyjechał z Warszawy i w mundurze oficerskim wraz z pułkownikiem Felkersamem śledził powstańców w powiecie konińskim. Wcześniej jeszcze zgłosił się do szeregów powstańczych w celach szpiegowskich, lecz go stamtąd wyrzucono. O. Maks nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, iż stanie się jego ofiarą.

Prasa rosyjska na podstawie aktu oskarżenia - postawiła o. M. T. zarzut, że należał do masonerii, nosił bowiem przy sobie godła masońskie Oto oświadczenie w tej sprawie o. Leona Dolińskiego: Była to dewizka przy zegarku, jakie wtedy noszono, przy niej był krzyżyk, kotwica, serce, mała trupia główka, a którą wraz z zegarkiem dostał w czasie bitwy pod Kołem od hr. Działyńskiego z Księstwa [Poznańskiego], które na pamiątkę nosił i co kilkakrotnie na dzień widziałem, mieszkając przez cztery miesiące w Lądzie od grudnia 1863 r. do końca marca 1864 r. (AKK 98 s. 182).

Został też oskarżony o mordowanie kolonistów niemieckich. Zapewne, z racji swego stanowiska brał udział w sądach polowych. Ale jego obecność mogła najwyżej gwarantować sprawiedliwy wymiar kary. Koloniści pod Ignacewem miast zachować neutralność współpracowali czyn-nie z wojskami rosyjskimi przeciw powstańcom. 1 zgodnie z prawem wojennym musieli ponieść karę. Rodacy nie zapomnieli o poświęceniu bohatera. Na domniemanym grobie o. M. K., na cmentarzu w Koninie, wzniesiono w 1922 krzyż z odpowiednim napisem. Stało się to z inicjatywy Sejmiku Powiatowego i Urzędu Konserwatorskiego. Napis głosił: Tu spoczywają zwłoki o. Maksymiliana Tarejwy Zakonu OO. Reformatów, Kapelana Powstańców Polskich zamordowanego przez Moskali w Koninie 19 lipca 1864 roku. Cześć jego świetlanej duszy. Niechaj spoczywa w pokoju. Inskrypcję później zmieniono na następującą: Tu spoczywają zwłoki o. Maksymiliana Tarejwy Zakonu OO. Kapucynów Kapelana Powstańców Polskich. Zamordowanego przez Moskali w Koninie dnia 9 lipca 1864 roku. Cześć Jego świetlanej duszy. Niechaj odpoczywa w pokoju. O. H. M. D. C. Ostatecznie napis zastąpiono, napisem który dziś można przeczytać:

O.Maksymilian Tarejwo
kapucyn ur. 16.8.1834r.
Kapelan powstania styczniowego
emisariusz Rządu Narodowego
Zamęczony i powieszony przez Moskali dn. 19.7.1864r.”

Wał, przy którym został powieszony, nazwano Wałem Tarejwy, a w samym miejscu stracenia postawiono wysoki krzyż z niekorowanego dębu. Krzyż ten zniszczyli okupanci niemieccy w ramach niszczenia krzyży i kaplic przydrożnych. Po zakończeniu drugiej wojny światowej na sąsiednim drzewie zawieszono małą kapliczkę z obrazem MB Częstochowskiej. W Koninie pozostała ostatnia pamiątka po o. Maksymilianie. a mianowicie jego krzyż kapelański, będący własnością Marii Krasińskiej. Otrzymała go w darze od ojca chrzestnego, Szydłowskiego, który razem z o.Maksem przebywał w więzieniu w Koninie. Przed straceniem o. Maks przekazał krzyż na pamiątkę współwięźniowi. Na zewnętrznej ścianie kościoła w Lądzie umieszczono w 1924 tablicę pamiątkową z następującym tekstem: Męczennikowi Sprawy Narodowej, ś.p. o.Maksowi Tarejwie (!), Kapucynowi konwentu Lądzkiego, Emisariuszowi Rządu Narodowego, Kapelanowi oddziału Taczanowskiego, aresztowanemu w Lądzie, a straconemu w Koninie za udział zbrojny w powstaniu Styczniowym. Rodacy. W stulecie Powstania Styczniowego i setną rocznicę stracenia bohatera odprawiono Mszę św. w Koninie, a na jego grobie złożono wieniec z biało-czerwonych kwiatów.

W 1983 postawiono znów na miejscu stracenia bohatera narodowego żelazny krzyż na Wale Tarejwy. Świętokradcza ręka go usunęła. Ustawiono więc na nowo krzyż brzozowy. W setną dwudziestą rocznicę na cmentarzu wzniesiono nowy grobowiec, który poświęcił ks. bp Jan Zaręba.

Dwadzieścia trzy lata później I Szczep POH w Koninie oficjalnie otrzymał imię o. Maksymiliana Tarejwy. Dzisiaj (po przemianowaniu I Szczepu POH na I Szczep ZHR w Koninie) nadal na naszym sztandarze widnieje nazwisko wielkiego bohatera, a przy jego grobie na cmentarzu przy Kolskiej co roku stoi harcerska warta. We wrześniu 2013  roku opiekę nad mogiłą objęli uczniowie Zespołu Szkół Technicznych i Hutniczych w Koninie.

 

 

Pietrzak Józef Stanisław: Księża Powstańcy 1863. Kraków: Gebethner i Spółka, 1916:

“O.Maksymilian Tarejwa, Kapucyn z Lądu, słynny kaznodzieja ludowy, którego którego kazania patryotyczne, przez starców zapamiętane i dziś powtarzane jeszcze, piszący niniejsze, słyszał. Babka moja, p.Nimfa Gorayska, była tam wtedy obecną; zresztą osobiście O.Maksymiliana znała, jak i wszystkich OO.Kapucynów lędzkich, których dobrodziejką była. Ona też wraz z mężem swoim, a mym dziadem, zasłużonym dla powstania, była i przy straceniu O.Tarejwy. Od niej to dowiedziałem się podanych tu faktów o tym sławnym kapucynie.

Ten kapłan w r.1863 w czerwcu wypowiedział jedno z takich kazań patryotycznych na temat: “Jak winnica Chrystusowa przez heretyckich schyzmatyków od czasów rozbiorowych jest w Polsce niszczona”. Kazania tego słuchało wówczas tysiące szlachty i obywatelstwa z odległych okolic przybyłego, tak ze Słupy, jak i o parę mil odległego Konina, bowiem Kapucyni w okresie przedpowstaniowym byli u szczytu sławy w Polsce.

Na tem kazaniu zjawiła się sotnia kozaków i otoczyła klasztor. O.Maksymilian widząc to, jeszcze bardziej się zapalił przeciw Moskwie. Panie (w krenolinach) zrobiły krzyk, chcąc jakoś kaznodzieję ratować, i, w samej rzeczy kiedy ten zszedł z ambony, tak go potrafiły schować, że Moskale nie mogli w tłoku go schwytać i O.Maksymilian w jednej z licznych skrytek kościelnych (za wielkim ołtarzem) się schronił. Moskale cały klasztor przeszukali i nie znaleźli go. Parę tygodni O.Tarejwa w tej skrytce ciasnej, jakoby w szafie się ukrywał. OO.Kapucyni nie chcieli wiedzieć, gdzie ich współbrat jest schowany, aby, gdy się Moskale zapytają, mogli prawdę powiedzieć: nie wiemy. Wiedział tylko zakrystian Wawrzyniec (nazwiska nie znam) i on kilka tygodni nasił jedzenie O.Tarejwie. W końcu dał się przekupić Moskalom za 1000 rubli – wydał niewinnego kapłana oprawcom, a potem... potem jak drugi Judasz, wyrzutami sumienia dręczony i pogardzany – powiesił się.

Moskale wnet O.Maksymiliana schwytali i tak, bagnetami okładając, więźnia cztery mile do Konina wieźli, gdzie okutego w kajdany po ulicach miasta tego oprowadzali, bębniąc i na trąbach, jakby sławne odnieśli zwycięstwo, grając. Tysiące ludu temu żałosnemu pochodowi towarzyszyło. Podniósł się bunt. Wielu mężczyzn i kobiet szablami poćwiartowano, lub poraniono. Na koniec oficer żandarmów ośmielił się zaproponować O.Maksymilianowi, czyby nie zechciał przyjąć prawosławia, a car batiuszka wszystko mu daruje. Męczennik odrzekł: “Pójdź precz szatanie. Ażali nie widzisz, iżem jest ksiądz katolicki”. Przyprowadzony na błonie konińskie nad rzeką Wartą położone, ujrzał wykopany dla siebie dół. Patrzył nań spokojnie i modlił się, a potem zażądał księdza do spowiedzi z miejscowego klasztoru OO.Reformatów. Przybył O.Adryan Łopatkiewicz i wyspowiadał skazanego. Orkiestra zagrała hymn carski: “Boże caria chrani”. O.Tarejwa mając stułę na sobie rozkrzyżował ręce i patrząc w niebo modlił się żarliwie. Jęk ludu towarzyszył ostatniej na ziemi modlitwie tego kapucyna.

Wreszcie ucałowawszy brewiarz, rzucił go do dołu, a potem ucałował stryczek sam go sobie na szyję założył i kata pobłogosławił, polecając mu nawrócić się z prawosławia – wreszcie głośno zawołał: “In te Domine speravi non confundar in aeternum” - “W Tobie Panie nadzieję miał, niech nie będę zawstydzony na wieki”. W tejże chwili kat troszeczkę pociągnął za stryczek i natychmiast urznął, a ksiądz spadł do dołu i naturalnie zaczął się, będąc jeszcze żywym, podnosić. Wtedy Moskale zawyli: hurra, hurra, hurra – i żywcem go zakopali, miejsce to końmi stratowawszy. Tak zakończył życie (9 lipca 1864r.) O.O.Maksymilian z Lędu.

Mieszczanie konińscy bolejąc nad tem, że ciało Męczennika spoczywa w niepoświęconej ziemi, wydobyli sekretnie ciało jego i ze czcią w trumnie na miejscowym złożyli cmentarzu, a na grobie jego ogromny wystawili krzyż z cierniową koroną, lecz bez napisu, mimo to każde dziecko polskie w Koninie pokaże gdzie O.Maksymilian spoczywa. O tym Kapucynie w ziemii Kaliskiej liczne krążą wśród ludu legendy, a na grobie jego zawsze piękne rosną kwiaty: białe i czerwone.”

 
lokalizacja mogiły:
źródła informacji: typidu.bloog.pl, miesięcznik harcerski Baszta, zbiory Zygmunta Pęcherskiego, Pietrzak Józef Stanisław: Księża Powstańcy 1863. Kraków: Gebethner i Spółka, 1916